Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Furkan mieszka w Bosna Hersek - kolejny raz nocujemy daleko od centrum, kolejny raz w bezpośrednim oddaleniu od lotniska. Kolejny raz cieszymy się też, że możemy zobaczyć twarz miasta inną niż centralna. Może bardziej senną i w stałej budowie, ale jednocześnie przystępną, zwykłą i nie na pokaz. Bosna Hersek to po turecku Bośnia i Hercegowina i - jeśli dobrze zrozumiałam - zamieszkuje to osiedle około 70.000 osób, które opuściły swoje kraje w poszukiwaniu spokojniejszego kąta i jest to największe skupisko Bośniaków w Turcji. Oprócz tej grupy dzielnicę zamieszkują studenci - osiedle na którym mieszka Furkan dzieli tylko szerokopasmówka od dwóch kampusów uniwersyteckich.
Furkan studiuje "civil engeneering" i skupia się na tym, jak buduje się metra - kierunek, szczególnie po tym co widzieliśmy w Stambule, bardzo przyszłościowy. Swojej kariery nie wiąże jednak tylko z tym zawodem, drzemie w nim dusza artysty. Gra w dwóch zespołach teatralnych - jednym amatorskim, studenckim (przygotowują teraz sztukę o mierzeniu się z rakiem), drugim - działającym komercyjnie (w ramach którego improwizuje przed dzieciakami w spektaklach edukacyjnych). Muzkuje. Słucha tureckiego folku. Chce podróżować. Śmieje się dużo i pomaga. Dusza człowiek. Pokazał nam, jak przyrządza bulgur i zainspirował do tego, by jajecznicę smażyć z zieloną papryką. Ma kota. A kot ma na imię Ares.
Podczas jednej z bardziej filozoficznych rozmów mówił o znaczeniu swojego imienia - ten, który widzi, co jest dobre a co złe. Podoba mi się nadawanie imion, które później nadają znaczenie twojemu życiu.
Furkan studiuje "civil engeneering" i skupia się na tym, jak buduje się metra - kierunek, szczególnie po tym co widzieliśmy w Stambule, bardzo przyszłościowy. Swojej kariery nie wiąże jednak tylko z tym zawodem, drzemie w nim dusza artysty. Gra w dwóch zespołach teatralnych - jednym amatorskim, studenckim (przygotowują teraz sztukę o mierzeniu się z rakiem), drugim - działającym komercyjnie (w ramach którego improwizuje przed dzieciakami w spektaklach edukacyjnych). Muzkuje. Słucha tureckiego folku. Chce podróżować. Śmieje się dużo i pomaga. Dusza człowiek. Pokazał nam, jak przyrządza bulgur i zainspirował do tego, by jajecznicę smażyć z zieloną papryką. Ma kota. A kot ma na imię Ares.
Podczas jednej z bardziej filozoficznych rozmów mówił o znaczeniu swojego imienia - ten, który widzi, co jest dobre a co złe. Podoba mi się nadawanie imion, które później nadają znaczenie twojemu życiu.
Komentarze
Prześlij komentarz