Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Dzień 19 | Berlin Stop

Oh Berlin! Oh - zwiedzanie Berlina na rowerze! Zupełnie nowa jakość!

Dzień wolny i jednocześnie szybki (wyszliśmy na miasto w okolicy południa, nieśpiesznie, a i tak przejechaliśmy co najmniej 20k starając się tempem jazdy dorównać Berlińczykom).

Dzień zaplanowany i freestaylowany. W zasadzie objechaliśmy główne punkty w tej okolicy Berlina, na której zdecydowaliśmy się skupić i jednocześnie w międzyczasie koncepcja trasy cały czas się klarowała, dochodziły nowe pomysły, idee pączkowały. Tak więc były obowiązkowe:
  • statua sowieckiego żołnierza w Treptower Park, 
  • Mauer Weg - ścieżka rowerowa okalająca Berlin, poprowadzona wg przebiegu muru berlińskiego - z całości trasy 160km, przejechaliśmy tylko fragment, ale mamy wyobrażenie, czym to jest: dużo pustej przestrzeni tam, gdzie kiedyś była granica i takie ciekawe uczucie, że jedziesz cała czas będąc „pomiędzy”. 
  • Sonnenallee - tętniąca życiem okolica skupiająca w sobie kultury całego świata - w jednym ciągu: fryzjer afro, teherańska biżuteria, turecka kawiarnia, chińska restauracja, tajski masaż, cukiernia syryjska, studio yogi, pizzeria włoska. 
  • Templehof - kiedyś lotnisko, teraz wielka przestrzeń dla mieszkańców - na uprawianie sportów i ogródka. Odwiedzony jednego dnia dwa razy - wieczorem po to, by w dobrym towarzystwie patrzeć na zachód słońca za chmurami i rozmawiać o podróżach rowerem i lekcjach życia z nich płynących. 
To jeden z towarzyszących, klęczących (i mniejszych) żołnierzy w parku Treptow. Ten największy nie zmieścił się w kadrze ;) 
Ogród społecznościowy w centrum byłego lotniska Tempelhof - zza zieleni wygląda wieża lotów.
Zawsze stanowiło to dla mnie trudność ;)
Podróżowaliśmy wg wskazówek Daniela (powyżej) i wbrew jego rekomendacjom („Na pewno nie jedźcie na Potsdamer Platz, tam nie ma nic ciekawego do zobaczenia, to jest wręcz anty-idea tego, jak można zaaranżować przestrzeń publiczną” … i dokładnie tam pojechaliśmy: bo wegańskie pączki polecane w artykule Top10 Vegan Berlin Restaurants 2019 to przecież must-see / must-eat. A przy okazji już tam będąc „odhaczyliśmy” typowe turystyczne miejsca: fragmenty muru oblepione gumą, budynek Sony i dach jego cyrkowy dach, plac-pomnik Pomordowanych Żydów Europy, wyspę muzeów, nowo-odbudowywany zamek Wilhelma II (Petrus byłby z nas dumny :)).
Więc wrażenie, że zrobiliśmy Wszystko a jednocześnie było to bardzo lekkie. Jeśli chcielibyśmy tę trasę przejść, to byłoby to niczym wyczerpujący dzień pielgrzymkowy; jeśli mielibyśmy to wszystko transportem publicznym przemierzyć, to byśmy połowę czasu stracili na sprawdzanie połączeń; jeśli poruszalibyśmy się taksówkami, to poszlibyśmy z torbami. Rower jest idealny. Basta!

No tak… i jedzenie! A więc: wegańskie highlighty pobytu w Berlinie:
  • Neue Republik Reger i Soya Kitchen - ale o tym już było. 
  • Kiez Vegan - absolutnie najlepsze tureckie wegańskie jedzenie: maślany bakłażan wymarzenie wypieczony i faszerowany Samymi Pysznościami a do tego mix wszelkich możliwych dodatków 
  • Umami - knajpeczka w zasadzie niewegańska, tylko z opcjami wegańskimi, ale to, co jadłam - czyli ściemniona ryba sejtanowa, otoczona nori z warzywami i ryżem, podlana bulionowym sosem przepełnionym umami, to hit.
Oto on - Bakłażan Idealny
Różnorodność w soczewce

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...