Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Trudny dzień, mało kilometrów, prosta droga, a jednak jak po gruzie. Czasami jest i tak. Trzynasty dzień pedałowania. Zaraz w Dreźnie, po drugiej stronie rzeki zaczął się długi i mozolny podjazd, który nas zaskoczył, bo miało już nie być podjazdów. Potem trzy razy gps zrobił nam psikusa i kawałek się wracaliśmy. Potem doświadczaliśmy bólów trasy, która nie była szlakiem rowerowym. Tego dnia przeskakiwaliśmy ze szlaku wzdłuż Elby na szlak wzdłuż Szprewy, a trasę utkaliśmy z fragmencików innych szlaków i lokalnych dróg, w tym niestety 3,5 kilometra uczęszczaną trasą, bez pobocza, pośród samochodów i tirów.
Na szczęście Budziszyn okazał się absolutną rewelacją. Re-we-la-cją! Gdy przyjechaliśmy pod adres kolejnego hosta z WarmShowers, Stephan już na nas czekał na ulicy. Pomógł nam szybko wpakować rowery do piwnicy i nasze rzeczy do jego mieszkania na poddaszu, zrobił nam mini-wprowadzenie „Tu jest łazienka, w tym pokoju śpicie, tu lodówka, z której proszę korzystajcie a tu klucze” i zniknął na parę godzin na trening siatki. Tak więc znów zostaliśmy obdarzeni zaufaniem, wpuszczeni do czyjejś prywatnej przestrzeni i mogliśmy odpocząć w wygodnym, nie-hotelowym wnętrzu. Krótki prysznic i hajda na miasto - bo jak już zdążyliśmy się zorientować Budziszyn jest niesamowity.
Z dwóch co najmniej względów - jest to centrum społeczności Serbołużyczan, jednej z mniejszości w Niemczech i wszystkie oficjalne znaki w tym regionie są dwujęzyczne i to po prostu ciekawe widzieć nazwy ulic brzmiące w znajomy sposób, z tymi wszystkimi sz i cz :) Po drugie - tyle w Budziszynie secesyjnych willi, że aż nie wiadomo, na czym oczy zawiesić i w jaki sposób to uchwycić na zdjęciach... więc nie uchwyciłam, tylko jeździliśmy na rowerach tam i z powrotem i patrzyliśmy na kolejne ładne budynki. I jeszcze trzeci powód - na starówce jest kilkanaście różnych wież - zamkowe, wodne, ratuszowe, kościelne - szukanie kadrów, bo pomieścić je wszystkie to dodatkowe wyzwanie... któremu raczej nie podołaliśmy :) Podsumowując - zupełnie nie spodziewaliśmy się, że to miejsce będzie dla nas taką zajawką. Fajnie, że podczas podróży widzieliśmy już tyle rzeczy i wciąż nas coś potrafi zaskoczyć.
![]() |
| Piękna fontanna na rynku w Bischofswerda |
Z dwóch co najmniej względów - jest to centrum społeczności Serbołużyczan, jednej z mniejszości w Niemczech i wszystkie oficjalne znaki w tym regionie są dwujęzyczne i to po prostu ciekawe widzieć nazwy ulic brzmiące w znajomy sposób, z tymi wszystkimi sz i cz :) Po drugie - tyle w Budziszynie secesyjnych willi, że aż nie wiadomo, na czym oczy zawiesić i w jaki sposób to uchwycić na zdjęciach... więc nie uchwyciłam, tylko jeździliśmy na rowerach tam i z powrotem i patrzyliśmy na kolejne ładne budynki. I jeszcze trzeci powód - na starówce jest kilkanaście różnych wież - zamkowe, wodne, ratuszowe, kościelne - szukanie kadrów, bo pomieścić je wszystkie to dodatkowe wyzwanie... któremu raczej nie podołaliśmy :) Podsumowując - zupełnie nie spodziewaliśmy się, że to miejsce będzie dla nas taką zajawką. Fajnie, że podczas podróży widzieliśmy już tyle rzeczy i wciąż nas coś potrafi zaskoczyć.



Komentarze
Prześlij komentarz