Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
W drodze do Drezna, jeszcze krótki przystanek na Bastei. Wchodzimy na punkt widokowy i od razu schodzimy.
Normalnie pewnie jeszcze byśmy wypili gdzieś tam kawę i pokręcili się po okolicznych szlakach - ale przed nami jeszcze 50 km, deszcz po południu przed którym chcemy zdążyć i czekający na nas w Dreźnie gospodarze. Na najbliższe dwie noce zatrzymujemy się u Eli i Franka z sieci WarmShowers. To społeczność rowerzystów, którzy goszczą innych rowerzystów. Taki Couchsurfing z wąską specjalizacją. Strzał w dziesiątkę.
Będąc już u nich w domu spotykamy również dwójkę innych rowerzystów z Ukrainy, którzy są w trakcie trzymiesięcznej podróży przez Europę. Wieczór więc spędzamy przy stole dzieląc się swoimi doświadczeniami z drogi, snując nowe plany, podsuwając sobie porady praktyczne - co, gdzie, jak zobaczyć, przejechać, zrealizować.
![]() |
| Tabliczka stanowiąca idealny komentarz do naszej debaty podczas podróży. Jeśli możesz odwiedzić tylko jedno miejsce, które lepiej wybrać: galerię sztuki, czy park narodowy? |
...moja odpowiedź: park narodowy... bo ma się jedno i drugie
Normalnie pewnie jeszcze byśmy wypili gdzieś tam kawę i pokręcili się po okolicznych szlakach - ale przed nami jeszcze 50 km, deszcz po południu przed którym chcemy zdążyć i czekający na nas w Dreźnie gospodarze. Na najbliższe dwie noce zatrzymujemy się u Eli i Franka z sieci WarmShowers. To społeczność rowerzystów, którzy goszczą innych rowerzystów. Taki Couchsurfing z wąską specjalizacją. Strzał w dziesiątkę.
Będąc już u nich w domu spotykamy również dwójkę innych rowerzystów z Ukrainy, którzy są w trakcie trzymiesięcznej podróży przez Europę. Wieczór więc spędzamy przy stole dzieląc się swoimi doświadczeniami z drogi, snując nowe plany, podsuwając sobie porady praktyczne - co, gdzie, jak zobaczyć, przejechać, zrealizować.



Komentarze
Prześlij komentarz