Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Day 17 - Olkusz - Ogrodzieniec "Dlaczego akurat tu?"

Rano mży. Całą noc padało i/lub siąpiło. Wszyściutko jest mokre i szare. Jemy śniadanie w naszym pokoiku, patrząc za okno… może już przestało? Jeszcze nie? A może już? Nie w takich warunkach jeździliśmy… mimo to sprawdzamy pogodę i zastanawiamy się, czy mamy szansę na jazdę w słoneczku.
 

Nim się wypogodzi udajemy się do tutejszych muzeów. Pierwsza atrakcja: Muzeum Afrykanistyczne. Idziemy tam z ciekawości: jakie zrządzenie losu przywiało tutaj kolekcję afrykańskich artefaktów? Choć w sumie... dlaczego inne miasteczka miałyby być lepszym miejscem na taką wystawę niż Olkusz? Okazuje się, że Muzeum przedstawia zbiory z kolekcji dr Szczygła, który właśnie stąd pochodził a którego wywiało na misje zagraniczne, gdzie złapał bakcyla kolekcjonerskiego. Niestety, raczej tej wystawy nie polecam. Jest tam parę ciekawych elementów, ale eksponaty nie są opisane. A te miejsca, które mają tablice (dez)informacyjne, prezentują „Afrykę" jako "tradycyjną wioskę" i tyle. Jest też monidło, można wsadzić w nie głowę i zrobić sobie zdjęcie niby w kiecce ze słomy. Wprawia to w lekkie zakłopotanie.

Za to znajdująca się w tym samym budynku inna wystawa absolutnie nas zachwyca. W pakiecie, przez przypadek, dostajemy bilety do Muzeum Wikliniarstwa. I to jest absolutny hit i miejsce obowiązkowe do zwiedzenia w Olkuszu. 


Dowiaduję się tutaj, że był taki pan jak Władysław Wołkowski, okrzyknięty Michałem Aniołem wikliny. Jego projekty mebli z metalu i wikliny są fenomenalne. Takie modernistyczne! Takie piękne! Takie niekonwencjonalne! I wyglądające na takie wygodne! Nie ma to, jak zajarać się czymś o poranku - potem rower niesie Cię drogą, jak na skrzydłach.

A traskę dziś mieliśmy ponownie krótką - głównie prowadzącą przez las i nie prowadzącą obok żadnych restauracji. 


Od pewnego momentu znów jechaliśmy na głodniaka… ale nim odezwały się w nas podstawowe potrzeby ciepła i sytości zdążyliśmy jeszcze zaliczyć parę fajnych miejscówek.

Miejscówka 1 - Jaskinia Biśnik. Nie wchodziliśmy do środka, lecz poeksplorowaliśmy jej okolicę. Ciekawe miejsce o tyle, że znaleziono tam ślady ludzi sprzed 150.000 lat! Rozpala to wyobraźnię, dlaczego akurat tu? Bo trochę na wyniesieniu? Bo można było w dziurę złapać niedźwiedzia? Bo nad wejściem góruje taka skała, która przypomina głowę wielkiego delfina butlonosego?




Miejscówka 2 - Zamek Pilcza w Smoleniu. Z zewnątrz wygląda niewinnie. Ot taki zameczek, który można by sobie podarować. Przecież zaraz czeka nas dojazd do Ogrodzieńca, który jest główną atrakcją Szlaku Orlich Gniazd. A jednak wchodzimy tam i docieramy na sam szczyt wieży. I w tym momencie dzieje się piękna rzecz - akurat wychodzi dla nas słońce po raz pierwszy tego dnia i rozświetla okolicę nieśmiałym światłem i dzięki temu możemy podziwiać pełną panoramę 360! 


Dalej już tylko zjazd, podjazd, zjazd i jesteśmy w Ogrodzieńcu - zziębnięci. Pierwotny plan przewidywał zatrzymanie się na polu namiotowym, ale postuluję o ciepłe łóżeczko. Znajdujemy mały pokoik „w Ratuszu”, pijemy wyśmienity, rozgrzewający czerwony barszcz i odkładamy na jutro zwiedzanie ogromnego molocha, jakim jest tutejszy zamek.


P.s. Tego dnia spotykamy na trasie po raz pierwszy Marzenę i Janka - z którymi przez kolejne dni będziemy się mijać na trasie. Tutaj zdjęcie, które zrobiłam im jeszcze przed naszą pierwszą, dłuższą rozmową :) Towarzysze doli :)




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...