Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Day 16 - Krzeszowice - Olkusz "Uwielbiam małe miasteczka. Uwielbiam małe miasteczka"

Wczoraj do Krzeszowic przyjechaliśmy już po zmroku - tylko zdążyliśmy przywitać się z Panią, która prowadzi małą agroturystykę Na Skarpie, wzięliśmy ciepły prysznic i zasnęliśmy. To był jak do tej pory dzień, który nas najbardziej przeczołgał - fizycznie i psychicznie (ah ten dramat, kiedy schodzisz z zamku i już myślisz "5 minut i pizzunia"… a tu się okazuje, że jeszcze trzeba zmienić dętkę!). 


Dopiero rano, ku mojemu zaskoczeniu, zobaczyłam, jaki mieliśmy fajny widok z okna - na zielony ogród i fajną bryłę kościoła. Nie będziemy się widoczkiem długo cieszyć (de facto nawet jednej fotki temu miejscu nie zrobiłam :() - bo w głowie kolejne plany. Trzeba załatwić Rzeczy Podstawowe, czyli 1) śniadanie i 2) dętka zapasowa.
 
Po wczorajszej przygodzie ani ja ani Adam nie mamy już zapasowych dętek. Moja próba reanimacji antycznej dętki, która była łatana jeszcze zeszłego lata przez Pana Zygmunta i wytrzymała koniec poprzedniego wyjazdu, calusieńki rok i połowę obecnego wyjazdu, spełzła na niczym. Adam nie miał wczoraj siły i mentalnej przestrzeni w głowie, by się wieczorem zajmować swoją przedziurawioną gumą. Także zaczynamy dzień jadąc jak na jajkach - każdy kamyczek powoduje ukłucie w sercu. To już? Kolejny flak? Nie? Uf… uf? 


Gdy zobaczyliśmy, że sklep rowerowy, na który tutaj liczyliśmy, jest zamknięty, podjęliśmy decyzję, że ryzykujemy i dziś pojedziemy bez backup-u. Łatwy dzień, głównie asfalty, krótka trasa. A nocujemy w Olkuszu - większym mieście, gdzie jak podpowiada Komoot jest „serwis rowerowy z klimatem". No risk no fun. Także skoro dętki kupimy później - w Krzeszowicach zostaje nam jeszcze tylko śniadanko, kawka i spadamy.

A kawka była całkiem specjalna i godna uwiecznienia jej osobnym akapitem. 
Czarna Kawka to malutkie, alternatywne miejsce w Krzeszowicach. Mają na stanie owsiane. A oprócz kawiarni miejsce jest księgarnią i sklepem z mądrymi zabawkami :) Co półeczka to rzecz, na którą aż miło popatrzeć lub książka, którą od razu chciałoby się przeczytać.
 
No dobra - jedziemy. Ale nie - jeszcze zatrzymuje nas jedna rzecz (tak jakoś to się wszystko ostatnio układa, że opuszczamy nasze miejsca przystanku na noc najwcześniej przed południem). Co tym razem? Chłopczyk w parku dzielnie wjechał na muldy leśne i zakleszczył mu się łańcuch. Babcia z torbą-wózeczkiem stoi na krawędzi alejki i krzyczy prosząco do Stasia, by przyszedł do niej, bo ona przez takie nierówności nie da rady. A chłopiec bezradnie próbuje naprawić swój rowerek. No więc ruszamy do akcji. Babcia przerażona, że pobrudzimy ręce smarem - haha - nie widziała nas w poprzednich dniach. Chce dzwonić do taty Stasia, by przyjechał i zabrał rower do domu. W sumie - bardziej uspokajaliśmy babcię, niż mieliśmy trudność z uwolnieniem łańcucha. Taka krótka migawka - ale miło się kończy, opuszczamy Park Zdrojowy żegnani machaniem Babci i zadowolonym Stasiem, który testuje granice swojego roweru - ale już na asfalcie :)

Droga do Olkusza przebiegła spokojnie. Parę podjazdów, ciekawe źródełko, przejazd przez Racławice (nie „te" Racławice), drewniany kościółek, epickie podejście w żarze słońca prostym asfaltem i epicki zjazd w dół, pogubienie w lesie - bo szlak niekonsekwentnie oznaczony - i o - jesteśmy w Olkuszu. 


Pierwsze kroki kierujemy do warsztatu rowerowego no name. Nie ma go na google maps, ale mamy go oznaczonego w aplikacji rowerowej. Kupuję dwie dętki i zestaw do łatania (bo skończył mi się klej w poprzednim!) - Adam kupuje jedną dętkę i też zestaw do łatania. Przy okazji mówimy Panu, skąd się u niego wzięliśmy i okazało się, że nie wiedział, że został oznaczony jako kultowe miejsce rowerowe na mapie Olkusza. Ucieszył się - a ja się ucieszyłam, że mu o tym powiedziałam.
W planie tego dnia miała być burza, więc szybko zrzucamy rzeczy w hoteliku, prysznic i idziemy na zwiedzanie miasteczka.
 
Ah! Jakie to fajne uczucie tak odkrywać dla siebie małe skarby - Muzeum Wikliny im. Władysława Wołkowskiego! Bazylika! Pozostałości po kopalniach srebra! Palarnia Kawy! Olkuskie naczynia emaliowane! Pizza w ogródku przy starych murach miasta! 


Fantastyczne miasto :) Takie, co to nigdy pewnie nie będzie celem podróży samym w sobie - ale jako przystanek na pół dnia ma tak dużo do zaoferowania. Piątka z plusem! :D






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...