Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Mamy wspólne marzenia - relacja z Kwidzyna

W Kwidzynie dziewczyny przedstawiły cztery osoby Lasarusa, Margaret, Chiwiego i Marię swoim rówieśniczkom i zaproponowały im mini warsztaty. Przeczytaj ich relację:
I grupa       
Na początku odbyła się burza mózgów podczas której dziewczęta wymieniały się swoimi informacjami na temat Afryki. Potem my przekazałyśmy informacje które uzyskałyśmy na szkoleniu „Oblicza Ugandy”. Przedstawiłyśmy zdjęcie Lasarusa i pytałyśmy dziewczyn czy potrafią określić na podstawie zdjęć czym on się zajmuje i co lubi robić. Niestety mało było trafnych odpowiedzi. Następnie przedstawiłyśmy opisy załączone do zdjęcia, co umożliwiło rozpoczęcie dyskusji o Lasarusie. Usiadłyśmy w kółku i omawiałyśmy portret Lasarusa który wykonałyśmy na szkoleniu. Zaangażowałyśmy dziewczyny aby same opowiedziały nam o portrecie naszego Ugandyjczyka więc dziewczyny musiały się bardzo skoncentrować. Następnie przedstawiłyśmy nasze portrety i dziewczyny miały za zadanie znaleźć rzeczy w których jesteśmy podobni do Lasarusa. Następnie odbyła się zabawa podczas której dziewczyny miały dotlenić mózg. Potem odbyło się podsumowanie i każda z kolei wypowiadała się co podobało jej się na szkoleniu i jaka rzecz ich najbardziej zainteresowała.

II grupa
Zaczęłyśmy dyskusje od przedstawienia zdjęć Marii . Opowiedziałyśmy o niej czym lubi się zajmować i jak wpływa na swoje otoczenie. Rozmawiałyśmy również o tym jak dąży do celu. Opowiedziałyśmy o jej wiosce. Opowiadałyśmy o Afryce jaka jest naprawdę i co dzięki niej zawdzięczamy (co sprowadzamy z Afryki). Na podsumowaniu dziewczyny wypowiadały się na temat szkolenia i rozpoczęła się dyskusja zakańczająca szkolenie. 
 III grupa
Dnia 24.11.2012. Odbyły się zajęcia o Ugandyjczykach w 3 GRUPIE. Było bardzo ciekawie opowiadałyśmy o Margaret. Która lubiła pisać wiersze, czytać oraz przekazywać ludziom swoją wiedze. Gdy była mała to lubiła wspinać się na drzewa i słuchać śpiew ptaków. Przedstawiałyśmy grupę 3 życie i marzenia Margaret. Dziewczęta współpracowały z nami przedstawiały swoje marzenia oraz to co łączy ich z Margaret. Każda z dziewczyn narysowała i pokazała swoje własne marzenia co chciałaby osiągnąć po opuszczeniu z ośrodka jak do tego dążyć i ile pracy do tego trzeba włożyć. Margaret marzy o tym, żeby ludzie rozmawiali ze sobą zamiast robić sobie krzywdę. Starałyśmy się zarazić dziewczyny naszą pasją. O powiedziałyśmy dziewczynom o Afryce jakie zwierzęta występują rośliny, miasta. Oraz dla naszej i dziewczyn wiedzy dużo się dowiedziałyśmy. Pomagałyśmy dziewczynom uzupełniać wiedzę o Margaret Afryce ponieważ dowiedziały się od nas na t interesujące dało im dużo do myślenia. Nawet wychowawca 3 grupy brał udział w tym interesujących zajęciach pani Kamila Mikulska.

IV grupa
Z dniem 24.11.2012. w grupie IV przeprowadziłyśmy szkolenia na temat UGANDY zajęcia przeprowadziły Katarzyna Sawiak, Kinder Patrycja oraz Aneta Gogola. Na Zajęciach omawiałyśmy marzenia i co lubi robić nasz Ugandyjczyk o imieniu Chiwi. Podzielałyśmy naszą całą grupę na 3 grupy
Każda grupa na dłużej kartce narysowala postac Ugandyjczka i opisala co lubi robić o czym marzy jak może spełnić te marzenie. Wsztstkim grupom zadawaliśmy pytania. Kazda grupa odpowiadala na pytania wszystkie grupy dostały od nas kolorowe kartki i na tych kartkach pisały ciekawostki o nas i o Chiwie.  Grupy chętnie brały udział w zajęciach, bardzo im się podobały te zajęcia.

Dzięki dziewczyny za Waszą pracę i ciekawą relację :*

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chwila w Belgradzie

Odbicie w lustrze dworcowej łazienki, 2 minuty później byliśmy już w pociągu. Nie poznaliśmy Belgradu. Może w drodze powrotnej. Widzieliśmy tylko, że jest położony nad piękną rzeką, czyli musi to być fajne miasto. Nie poznaliśmy Belgradu, ale spędziliśmy 2 godziny w okolicy dworca. Wieczorem kręciło się na nim dużo osób, wiele z kocami i śpiworami, tobołkami i torbami. Na twarzach troska przeplata się z uśmiechami. Niektóre osoby się snują, inne dynamicznym i pewnym krokiem przechodzą obok nas. Uchodźcy, emigranci, podróżnicy, ludzie w drodze. Nie poznaliśmy Belgradu, ale zaznaliśmy uprzejmości ludzi. Po dwóch dniach w autobusie i pociągu chciałam wypić herbatę. Nie mieliśmy dinarów, euro tylko w bilonie lub w większych nominałach. Kartą ze względu na awarię netu nie mogliśmy za nic zapłacić. W restauracjach dookoła dworca było tak nakopcone papierosami, że nie mogliśmy przełamać się i na ciepłą herbatę usiąść właśnie tam. Siedzimy więc na dworze przy peronach, przy stoliku w kawiarni,...

Miasto małp

Gdy przyjechaliśmy do Shimli, przywitał nas deszcz. Nie był jednak tak intensywny jak ulewa i burza, która pożegnała nas poprzedniego wieczora w Dharamshali. Znaleźliśmy się wtedy w samym środku zamieszania. Czekaliśmy na dworcu, pioruny uderzały w różnych miejscach doliny, aż w końcu zgasł prąd i wszystko spowiła ciemność rozświetlana przez nieregularne błyskawice. W Shimli o poranku słychać było tylko odległe pomruki, deszcz też nie był taki uciążliwy. Miałam szczerą nadzieję, że już tak pozostanie, ponieważ tutaj chcieliśmy przede wszystkim się zregenerować (...wciąż po Triundzie czuliśmy zakwasy, niewiarygodne). I do tego celu ta miejscówa nadawała się świetnie (nie wiem, czy do czegoś innego również mogłaby się nadać). Deptak Shimli ciągnie się przez parę kilometrów górskim grzbietem. Wyłączono tam ruch samochodowy i jest to najprzyjemniejsza właściwość tej miejscowości. Można spacerować tam i z powrotem, słuchać odgłosów rozmów ludzi a nie klaksonów, odwiedzać oldsc...

Day 15 - Ojcowski PN - Krzeszowice "Zajechani"

Startujemy niespiesznie… choć gdybyśmy wiedzieli, jaki ukrop czeka nas na trasie, pewnie zwinęlibyśmy się szybciej. Przestaliśmy już tak maniakalnie sprawdzać pogodę, gdy okazało się, że największe deszcze już nas nie dotyczą. Wyjeżdżamy z pola o 11 - ale jeszcze na dole przystanek na ciasto z cukinii… i robi się 12. Jak tak wcinamy ciacho i popijamy lemoniadą już czujemy, że dziś będzie hardcore… zaczynamy upraszczać trasę.   Początkowo mieliśmy z Ojcowa wyjechać serpentynką w górę, by potem zjechać triumfalnie w dół - ale jednak wybieramy łagodniejszy podjazd (choć i tak męczący). Mijamy miejscowość Biały Kościół - w której rzeczywiście stał biały kościół i dalej zsuwamy się w dół, trafiając do Doliny Kluczywody.  Tam znów czeka nas decyzja - asfalcik, czy trasą rowerową wzdłuż strumyka? Wybieramy to drugie, by znaleźć się w lesie i początkowo rzeczywiście jest bajecznie… ale chwilę potem okazuje się, że lądujemy w wąwozie, szlak rowerowy prowadzi stromo pod górę, po korze...