Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Jeśli dzień kończy się w takiej miejscówie, to znaczy, że był to bardo dobry dzień.
... choć zaczynało się niemrawo. Teraz myślę, że może chodziło o ten trzynasty dzień podróży.
Po raz pierwszy podczas tego wyjazdu i w ogóle po raz pierwszy od dawna, zostaliśmy okłamani. Patrząc wstecz widzę, że to mała rzecz - ale wtedy sam fakt, że ktoś powiedział nam kłamstwo patrząc prosto w oczy, bardzo bolał. Wszystko miało miejsce na dworcu autobusowym jeszcze w Essaouirze. Kupowaliśmy bilety do Taghazout, w którym chcieliśmy zostać 1-2 dni. Ponoć bilety do tego miejsca są w dwóch cenach - droższe i tańsze - te droższe są droższe, bo autobus szybciej jedzie, wcześniej odjeżdża, nie zatrzymuje się we wszystkich wioseczkach po drodze i dojeżdża do samego Taghazout a nie zostawia ludzi na brzegu ulicy 500 metrów nad miejscowością. Różnice w cenach nie są duże - więc kupiliśmy droższe bilety... tylko po to, by doświadczyć po kolei każdej z rzeczy, której mieliśmy nie doświadczać. Dosłownie: każdej. z. tych. rzeczy. Zamiast 2,5h jechaliśmy 4h (uwzględniając 40 minutowe opóźnienie w odjeździe z dworca) - zamiast piątaka za bagaże wzięto od nas po 10dirhamów - wysadzono nas poza miejscowością i musieliśmy z plecakami staczać się ze zbocza nad morze... no i sama droga była uciążliwa, ślimakami, w górę w dół - bo wybrzeże Maroka jest dość skaliste.
Ale. Jak już dotarliśmy na miejsce i gdy zadokowaliśmy się w naszym malutkim pokoiku z widokiem na ocean i gdy zeszliśmy na dół na tajine, a potem do kawiarni ze stałym efektem dźwiękowym szumiących fal, to stało się dla nas jasne, a decyzja sama się podjęła, że zmieniamy plany i zostajemy tu na cztery noce.

Nie dowiemy się, jak to jest pływać w basenie 4-gwiazdkowego hotelu w Agadirze, który udało nam się zabookować wcześniej po okazyjnej cenie. Odwołałam wszystkie rezerwacje i zostajemy tu prawie do samego końca. Potem tylko jeden wieczór w Marrakeszu i wracamy do Wawy.
A póki co - jaramy się widokami, spacerujemy, obserwujemy surferów, odpoczywamy i mamy wakacje, jakich nie mieliśmy na Wakacjach :)

Nie dowiemy się, jak to jest pływać w basenie 4-gwiazdkowego hotelu w Agadirze, który udało nam się zabookować wcześniej po okazyjnej cenie. Odwołałam wszystkie rezerwacje i zostajemy tu prawie do samego końca. Potem tylko jeden wieczór w Marrakeszu i wracamy do Wawy.
A póki co - jaramy się widokami, spacerujemy, obserwujemy surferów, odpoczywamy i mamy wakacje, jakich nie mieliśmy na Wakacjach :)

Komentarze
Prześlij komentarz