Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Spacerując murem obronnym w porcie Essaouiry, przeciskając się pomiędzy jedną mewą a drugą, zagadnął do nas pewien Francuz. Przeprowadził się tu parę lat temu, żyje z wynajmowania pokoi turystom i chwali sobie spokojny tryb życia. Sam z siebie zaczął rekomendować nam różne lokalizacje, które moglibyśmy jeszcze odwiedzić. Wspomniał o Sidi Kaouki i niesamowitych plażach. Wcześniej myśleliśmy o tym, by się tam wybrać - na rowerach. Odradził nam to (bo nic ciekawego po drodze nie zobaczymy) i polecił grand taxi. Nie pozostało nam nic innego niż następnego dnia rzeczywiście zrealizować ten plan.
Jak zwykle mieliśmy trochę więcej szczęścia niż rozumu. Przybyliśmy na miejsce odjazdu taksówek akurat wtedy, gdy inna grupka próbowała dogadać się co do ceny kursu do Sidi Kaouki. Więc po prostu dołączyliśmy do nich i tyle nas widzieli :) Ominęły nas tym razem negocjacje cenowe - hurra.
Na miejscu czekała na nas po prostu plaża. Ogromna, najszersza jaką widziałam, właśnie w momencie odpływu. Na wodzie setki surferów - początkujących i tych bardziej pro. Na piasku pojedyncze osoby - plaża tak wielka, że nawet spory tłumek, by na niej zginął. Plażą pomykają quady. Jest to jedna z tych rzeczy, których nigdy nie zrozumiem. Po co? Po co wchodzić na cztery kółka i jechać z ryczącym silnikiem przez plażę? Nie rozumiem. Na szczęście plaża tak wielka, że quady przemknęły pomiędzy nami może dwa razy przez cały dzień, więc nie zdołały zbytnio zakłócić nam sielskości pobytu.
Przed przyjazdem na plażę pobrałam pierwszą sesję Jogi z Adriene, z nowego cyklu "Home". Gdy znaleźliśmy już "nasze miejsce" na plaży, w którym chcieliśmy spędzić więcej czasu, odpaliłam video i miałam sesję jogi przy szumie oceanu. Nie przewidziałam, że będzie tak głośny, że prawie nie słyszałam głosu Adriene. Nie myślałam, że podnosząc ręce do góry piasek będzie mi wpadał w oczy, ani że podczas siavasany słońce będzie przedzierało się przez moje zamknięte powieki. Takie drobne szczegóły, z których się zdaje sprawę, jak już się rzeczy robi. I tak było przyjemnie. Nad wodą wszystko jest przyjemne. :)
Jak zwykle mieliśmy trochę więcej szczęścia niż rozumu. Przybyliśmy na miejsce odjazdu taksówek akurat wtedy, gdy inna grupka próbowała dogadać się co do ceny kursu do Sidi Kaouki. Więc po prostu dołączyliśmy do nich i tyle nas widzieli :) Ominęły nas tym razem negocjacje cenowe - hurra.
Na miejscu czekała na nas po prostu plaża. Ogromna, najszersza jaką widziałam, właśnie w momencie odpływu. Na wodzie setki surferów - początkujących i tych bardziej pro. Na piasku pojedyncze osoby - plaża tak wielka, że nawet spory tłumek, by na niej zginął. Plażą pomykają quady. Jest to jedna z tych rzeczy, których nigdy nie zrozumiem. Po co? Po co wchodzić na cztery kółka i jechać z ryczącym silnikiem przez plażę? Nie rozumiem. Na szczęście plaża tak wielka, że quady przemknęły pomiędzy nami może dwa razy przez cały dzień, więc nie zdołały zbytnio zakłócić nam sielskości pobytu.


Komentarze
Prześlij komentarz