Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Spacer po wiedniu. Virtual reality. Internet rzeczy. Wegańska księgarnia. Vegana Indiana. Spalarnia śmieci zaprojektowana przez artystę. Park Freuda. Przestrzenie publiczne dla ludzi, które łączą.
Jadąc do Wiednia żartowaliśmy, że mamy wysokie oczekiwania. Najlepsze miasto do życia na świecie - wg Guardiana. Byłam w Wiedniu już wcześniej, zapamiętałam to miasto jako piękne. Co jednak jest w nim takiego, że aż stało się najlepsze na świecie?
Teraz myślę, że to miks paru bardzo prostych rzeczy - dobra i tania komunikacja publiczna, która zachęca do odstawienia samochodu i wtopienia się w nurt nieznajomych w metrze, tramwaju, autobusie - kursujących często, gęsto, nigdy tłoczno. Zielone parki na wyciągnięcie ręki, świeże powietrze (przynajmniej w lecie) i trawa, której przeznaczeniem jest, by na niej siedzieć a nie tylko by się zielenić. Przestrzeń publiczna projektowana tak, by w niej przebywać - spotykać się, rozmawiać, bawić, siedzieć sobie i kontemplować dźwięki miasta - a przez to, że tych miejsc do zatrzymania się jest gro, wszędzie dookoła widać osoby, które rzeczywiście lgną to tych różnorodnych miejsc spotkań, tych ławek, fontann, poletek, alejek, małej architektury przy węzłach komunikacyjnych, której jest na tyle dużo, że stale masz wrażenie rozproszenia ludzi, nigdy stłoczenia, zawsze i wszędzie znajdziesz dla siebie wolne miejsce. Rzeka zasilająca miasto życiowymi sokami, która przyciąga, daje możliwości, dodaje kolejny poziom, na którym rozwija się miasto i jego życie. Underground metr nad poziomem wody.
Takie wrażenie, że ludzie poruszający się po pięknej zadbanej przestrzeni miasta sami stają się piękniejsi - od środka - i mają zasoby życzliwości, by otwierać się na innych.
Parę lat temu usłyszałam od znajomej mieszkającej w Wiedniu, że to miasto ekskluzywne, dobre tylko dla osób bogatych. Moje pierwsze wrażenie jest inne - może coś się zmieniło a może krótki pobyt nie wystarcza, by dostrzec całość.

Komentarze
Prześlij komentarz