Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

w końcu ride for a woman / ride for a woman - finally!


już pierwszego dnia pobytu w buhomie udało mi się spotkać z dwoma osobami pracującymi dla Ride 4 a Woman. z denisem, który na pomysł takiej grupy wpadł w trakcie rozmów ze swoją żoną evelyne, miałam porozmawiać w buhoma community camp około południa, rzeka wydarzeń porwała mnie jednak na spacer po okolicy. w drodze powrotnej z "village walk", usłyszałam jak ktoś z werandy swojego domu krzyczy "hey, are you from poland?". zdziwiona-nie zdziwiona podchodzę do płotu i zaczynamy rozmawiać. po chwili siedzimy już na schodkach i denis - bo okazało się, że to właśnie on i że z kilku źródeł już słyszał, że chcałam poznać ich organizację - opowiada o początkach ride for a woman, o inspiracjach, o tutejszych potrzebach.
organizacja zrzesza blisko 300 kobiet z okolicy. nie każda z nich ma jeszcze rower, ale stopniowo kolejne rowery są im przekazywane. raz w miesiącu organizują warsztaty podczas których można nauczyć się jazdy na rowerze lub naprawy własnego pojazdu. i nie ma tutaj żadnych ograniczeń wiekowych - oglądam ulotkę przygotowaną dla osób potencjalnie zainteresowanych udzieleniem im wsparcia finansowego i śmieją się do niej moje oczy na widok zdjęcia babci siedemdziesięcio? osiemdziesięcioletniej, która wsiada na rower a poniżej cytowane są jej słowa, że dziś córka pomogła wsiąść jej na rower i strasznie się z tego cieszy. w innym miejscu słowa innej kobiety, że w sumie podarła sobie na warsztatach spódnicę, ale co tam - zawsze może ją sobie zszyć - a takie warsztaty to wielka frajda i duża zmiana w ich życiu.


w trakcie tej rozmwy usłyszałam podobne opowieści, którymi dzieliła się ze mną rose z fabio w jinjy. że kulturowo kobieta na rowerze tutaj to jakiś oksymoron, ale że stopniowo zaczyna się to zmieniać. brakowało mi tylko usłyszenia tego z ust osoby, której by to dotyczyło. denis, mówi o tym z empatią, ale jest mężczyzną, rose mówiła o tym z perspektywy kobiety, ale mieszkającej w mieście - chciałam jeszcze poznać kogoś komu rower naprawdę ułatwia życie w wykonywaniu codziennych obowiązków.

w ten sposób poznałam doreen - ona też pracuje dla ride for a woman, ale dołączyła później. teraz jest przewodniczącą tej grupy kobiecej. pytam się jej od kiedy jeździ na rowerze i słyszę, że "od kiedy pamięta". jakoś nie gra mi o z tym, co słyszałam wcześniej, ale chwilę później tłumaczy, że mieszkała w gospodarstwie tam na górze i bez roweru byłoby tam naprawdę ciężko przynosić codziennie wodę. tutaj na dole w wiosce to co innego, kobiety na rowerze to jeszcze do niedawna była rzadkość. marzym mi się, by zrobić jej zdjęcie z rowerem, pytam się więc, gdzie trzyma swój pojazd. stety-niestety rower zabrała dziś jej córka, by pojeździć sobie... więc z pięknej foty nici. ale i tak cieszę się, bo rower jest w ruchu.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Pociągiem na przełomie roku

Rok skończyliśmy niekonwencjonalnie. Rok skończyliśmy bardzo prosto.  Nie pojechaliśmy na Maltę, nie pojechaliśmy na Maderę ani na Majorkę. Wszystkie wyspy na "em" jeszcze kiedyś odwiedzimy. Na przełomie roku postawiliśmy na odwiedzanie ludzi i na odwiedzenie Morza.  Mieliśmy dwa tygodnie i wykorzystaliśmy je do cna. Zaskakujące - bardzo pomogły nam w tym koleje ;) Na trasie Warszawa - Zielona Góra - Poznań - Kaliska - Hel - Bydgoszcz - Grudziądz - Zielona Góra - Warszawa nie zaliczyliśmy w zasadzie żadnych znaczących opóźnień! Bez niespodzianek, bez wpadek, bez nerwowych zwrotów akcji - tak toczył się nasz Tour de Pologne na przełomie roku.  Rewelacje wyjazdu: - Termy w Poznaniu i basen na otwartym powietrzu podczas gdy dookoła śnieg a ponad wodą unosi się para i mgła. Przejście z sauny do sauny po śniegu i wygrzewanie się w cieple, wpatrując się w iglaki za panoramicznym oknem.  - Cudowny, społeczny czas w okolicach Sylwestra, w okolicy gdzie tylko las, jeziora i ż...