Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
trudno nazwać je prawdziwymi przygotowaniami, ponieważ mam wciąż mgliste wyobrażenie o tym, gdzie jadę. ale przygotowuję się zarówno mentalnie/duchowo, jak i technicznie :)
1. mam mapę ugandy (1:550000, ale mam). już wiem, gdzie na tej mapie jest nieprzenikniony las bwindi i jak tam dojechać. taka mapa daje mi poczucie szerszej perspektywy, już samo wejście w jej posiadanie sprawiło, że bardziej jestem zorientowana w tym, gdzie jadę
2. mam kontakt do kolejnej community, którą odwiedzę. Bombo!
3. mam pierwsze kilkanaście pocztówek. myślę, że potrzebuję ich więcej.
nie mam:
mugi, sandałów, scyzoryka, ubezpieczenia, przejściówki na wtyczki ala-angielskie, wydrukowanych rozmówek w luganda i suahili, apteczki i biodegradowalnego mydła.
![]() |
| mapa, która redukuje stres i daje ci poczucie, że jednak ogarniasz |

Komentarze
Prześlij komentarz