Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Pierwszy odcinek podróży pokonujemy pociągiem - Wawa-Zielona Góra. W przedziale jest 8 osób i dwa psy. Tego jeszcze nie było.
Ostatnie dni były przepełnione wyczekiwaniem. Nie pamiętam takiego stanu - wcześniej przed każdą podróżą musiało zbyt dużo się dziać. Teraz wyjątkowo okres ogórkowy przed wyjazdem się trafił. Nie wiem, co jest bardziej męczące - maraton przed wyjazdem, czy posucha i odliczanie godzin do końca dnia pracy, do końca tygodnia. W każdym razie - to już za nami. Przed nami trzy tygodnie mierzenia się z marzeniami. Czy damy radę te 1200 km przejechać? Zobaczymy. Mamy wyjątkowo dużo możliwych wariantów trasy. Będzie pięknie.
Coś na kształt planu:
Wrocław - Kotlina Kłodzka - Skalne Miasto w Czechach - trasa wzdłuż Łaby - Szwajcaria Saksońska - Drezno - trasa wzdłuż Sprewy - Berlin - Park Narodowy Ujścia Warty - Zamęt - Niesulice - Świebodzin (tu kończymy pedałowanie i wskakujemy z rowerami i Kosmosem do pociągu do Warszawy.
Ostatnie dni były przepełnione wyczekiwaniem. Nie pamiętam takiego stanu - wcześniej przed każdą podróżą musiało zbyt dużo się dziać. Teraz wyjątkowo okres ogórkowy przed wyjazdem się trafił. Nie wiem, co jest bardziej męczące - maraton przed wyjazdem, czy posucha i odliczanie godzin do końca dnia pracy, do końca tygodnia. W każdym razie - to już za nami. Przed nami trzy tygodnie mierzenia się z marzeniami. Czy damy radę te 1200 km przejechać? Zobaczymy. Mamy wyjątkowo dużo możliwych wariantów trasy. Będzie pięknie.
Coś na kształt planu:
Wrocław - Kotlina Kłodzka - Skalne Miasto w Czechach - trasa wzdłuż Łaby - Szwajcaria Saksońska - Drezno - trasa wzdłuż Sprewy - Berlin - Park Narodowy Ujścia Warty - Zamęt - Niesulice - Świebodzin (tu kończymy pedałowanie i wskakujemy z rowerami i Kosmosem do pociągu do Warszawy.

Komentarze
Prześlij komentarz