Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Dziś zrobiliśmy niewiele i bardzo wiele.
Niewiele - bo 42 km. Wiele bo 740 m przewyższeń i „wspinania” się z „ciężkim tyłkiem” sakw.
Dodatkowe małe osiągnięcie tego dnia - niemal idealne wstrzelenie się w okna pogodowe. Deszcz na trasie zlał nas tylko raz - a zapowiadały się ulewy i burze przez cały dzień.
Trasa z Polanicy Zdrój do Kudowy Zdrój - „100 zakrętów” - to wręcz majstersztyk piękności. Wije się lasem, otuliną Parku Narodowego Gór Stołowych” a potem samym parkiem. Wije się na boki i w górę. Każdy piękny zjazd to trudny podjazd. ALE każdy trudny podjazd to zaraz piękny zjazd. Długi fragment trasy taki, że po jednej stronie tory kolejowe u zbocza leśnych stoków, a po drugiej stronie strumień.
I ten moment, kiedy wiesz, że za tobą już ostatni podjazd tego dnia i wyjeżdżasz na skraj lasu i otwiera się przed tobą przestrzeń - skoszone pola, parujące wzgórza w oddali, lato w pełni - twoje życie w pełni.
Wegańskie jedzenie na trasie - najjaśniejsze momenty dnia:
Niewiele - bo 42 km. Wiele bo 740 m przewyższeń i „wspinania” się z „ciężkim tyłkiem” sakw.
Dodatkowe małe osiągnięcie tego dnia - niemal idealne wstrzelenie się w okna pogodowe. Deszcz na trasie zlał nas tylko raz - a zapowiadały się ulewy i burze przez cały dzień.
I ten moment, kiedy wiesz, że za tobą już ostatni podjazd tego dnia i wyjeżdżasz na skraj lasu i otwiera się przed tobą przestrzeń - skoszone pola, parujące wzgórza w oddali, lato w pełni - twoje życie w pełni.
Wegańskie jedzenie na trasie - najjaśniejsze momenty dnia:
- Miso z tofu a na deser ryż w mleku kokosowym z brzoskwiniami i truskawkami - Restauracja Smaki Świata w Polanicy Zdrój
- Bruschetta, foccacia i pizza vegetariana bez sera - Restauracja Bazylia w Kudowie Zdrój
- Lodowy Smoothie i pyszne cappucino na sojowym - w Kawiarni Sisi przy Pijalni Wód Zdrojowych w Kudowie
Kudowa Zdrój - małe radości
- Spacer pod górkę do Altany Miłości ponad Parkiem Zdrojowym. Najciekawsze w nim było przypominanie sobie wszystkich poprzednich razy, gdy wdrapywaliśmy się na najwyższy punkt w okolicy - w Dubrowniku - na Srd, na Małą Petkę, w Taorminie, w Lubljanie, w Tibilisi, w Islamabadzie, w Daramshali - na Triund...
- Krótkie oberwanie chmury, które przeczekaliśmy w Hali Spacerowej. Obok przeczekała ją też grupa kolonijna „Truskaweczki”. Panie opiekunki jak asy z rękawa wyciągały kolejne aktywności, byle dzieci nie dostrzegły, że Czekają, że Nuda. A teraz - Truskaweczki - pokażcie, jak tańczycie Taniec Szczęścia! Brawo! Zaliczone! Dalej Idziemy! A wszystko to w rytm Harmonii Pana Ulicznego Grajka, który Halę obrał dziś za swoje miejsce pracy.








Komentarze
Prześlij komentarz