Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Zaczynamy sezon rowerowy 2022! Kampinos

W tym roku strasznie późny ten "początek sezonu". Pogoda wcześniej byle jaka lub wyjazdy nierowerowe... lub po prostu straszne zapracowanie - wtedy potrzebuję nic nie robić, by wrócić do balansu. 

Ale w końcu wszystkie elementy wskoczyły na miejsce i wyjechałam na pierwszą przejażdżkę rowerową. Dawno nie było mnie w Kampinosie - więc niewiele się zastanawiając wytyczyłam traskę z Woli do Nowego Dworu Mazowieckiego. 

Personalne odkrycie wyjazdu. Na Mokrych Łąkach nie byłam wcześniej ani razu - a to jest takie magiczne miejsce! Tyle ptaków, taka woda i przestrzeń. Mega!


...gdzieś w połowie trasy zreflektowałam się, że nie dojadę do NDM na czas - więc na bieżąco zmieniałam trasę i wyszła z tego świetna przygoda. 


...to co Tygryski lubią najbardziej na świecie


Główne olśnienia:

  • Rezerwat Łosiowe Błota - ptasie radio i pierwsza tego dnia kładka nad bagnem
  • Zbiornik Mokre Łąki - i łutem szczęścia wjechanie nad wodę wąską ścieżką (decyzję podjęłam dosłownie na ostatnich metrach przed zmianą wcześniej zaplanowanej trasy - ale opłaciło się wielce - bo trafiłam na Idealne Drzewo Do Odpoczynku Z Dala Od Wszelkich Turystów)
  • Kładki za Truskawiem (na które trafiłam znów pod wpływem impulsu i zmiany trasy w trakcie jazdy. To lubię najbardziej: wytyczać drogę wcześniej... a potem na bieżąco ją dopasowywać do tego, co się po drodze objawia)
  • Cmentarz w Palmirach - gdzie miałam chwilę relaksu w słońcu i moment olśnienia, kiedy spłynęła na mnie realizacja, że nie dojadę na 15.00 do NDM... i zachęcona wcześniejszymi udanymi spontanicznymi zmianami planu... po raz kolejny zmieniłam trasę. tym razem diametralnie - zdecydowałam, że do Warszawy wrócę rowerem, bez pomagania sobie koleją i do NDM przyjadę następnym razem. 
  • Ścieżka no name - która pomogła mi dostać się z jednego szlaku rowerowego na drugi - nieuczęszczana, spokojna, zaskakująco dobrze przejezdna ale i ekscytująca, bo ostatecznie nie wiesz, czy dobra passa nie skończy się za następnym zakrętem i nie będzie trzeba wracać.
  • Powrót do Warszawy cały czas lasem, wydma i zimowa miejscówka nietoperzy!
taki przekaz spotkałam na trasie, uznałam to za dobry omen


Dzień naprawdę był pod znakiem cudownych, drewnianych kładek - tutaj kładka nad wydmą prowadząca do zimowej miejscówki nietoperzy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Triund cz. 2 - "Chorzy od powietrza ludzie z nizin"

Ostatnie kilkadziesiąt metrów podejścia pod Triund zajęło nam godzinę. Potrzebowałam co rusz się zatrzymywać, by złapać oddech, serce pikało jak szalone. Żartowałam, że wiem, że mam kiepską kondycję, ale że aż tak, to dla mnie nowość. Widziałam ludzi, którzy jak kozice wskakują po kolejnych stopniach w górę, widziałam drobne dziewczyny, które równo szły w górę... a ja tylko na nie patrzyłam i czułam, że nie daję rady. W głowie tylko skupienie na tym, by wykonać kolejny krok i jeszcze kolejny i tyle. Zawężone horyzonty, tylko najprostsze zadania. Źle się czułam, słaba się czułam. Tak Triund Camp prezentuje się z dołu, z Dhamarshali. W tle widać początek Himalajów. A tak Adam prezentuje się na tle Himalajów Na szczęście po wejściu na polanę obozowiska zmęczenie nie wzięło góry nad zachwytem. Nagle stajesz twarzą twarz z ośnieżonymi ścianami i milczysz i nie wierzysz, jakie to wszystko piękne. Wiesz, że tam na dole, gdzie rano jadłaś śniadanie, jest 30 stopni a tutaj, przed tobą lodow...

Day 18 | Marrakesz - Dom - Lista TOP!

Haha - na koniec jeszcze mała niespodzianka... źle było wczoraj pić tyle soku owocowego i nie jeść nic konkretnego na wieczór... albo to jeszcze powidoki po Taghazout. Tak więc na szczyt listy moich ulubionych leków podróżnych wysforował się Nifuroksazyd! Niezawodny. Drugie miejsce - równie przydatny, choć mniej spektakularny - Węgiel! Podium zamyka... Tymianek i Podbiał (bo w drodze odnowił mi się kaszel, który ledwo wyleczyłam przed wyjazdem), parę dni temu kupiłam więc syrop, nie dosłownie "Tymianek i Podbiał" - ale na pewno tymianek z czymś tam :) - zdecydowana poprawa. Do domu wrócę więc zdrowa :) Myśli końcowe: gdy do Marrakeshu przyjdzie moda na hulajnogi elektryczne, to miasto zmieni się nie do poznania! Wszystkie te przeklęte skutery, które tyle disla palą zamienią się w ciche i szalone hulajnogi - na pewno. Przyjdą inne zmartwienia, ale wtedy przynajmniej byłoby czym w tym mieście oddychać. To niesamowite, że ludziom tutaj jakby wyłączył się instynkt samozac...

Day 7-8-9 - Zakliczyn - Tarnów "Siódmego dnia odpoczywali"

Day 7 Wyjeżdżamy z Amorka sprawnie, po 9. Decydujemy się jeszcze zahaczyć o Zakliczyn, do którego dzień wcześniej nie dotarliśmy. Na poranną kawę - a jak. Tak się złożyło, że najfajniejsze miejsce, by usiąść na Rynku i podelektować się chwilą było… w restauracji przy hoteliku, który wczoraj nas przyjąć nie mógł. Coś tam rzeczywiście musiało się zadziać, bo pani przepraszającym głosem rozmawiała z innymi gośćmi, proponując im przeniesienie do nowego pokoiku. Zagadka Hotelika Missterium :) Gwoli ścisłości - na tym fragmencie opuszczamy Velo Dunajec (i tak nie jest jakoś konsekwentnie i spójnie poprowadzony aż do Tarnowa). I kombinujemy pod gorke :) Dzień miał być krótki, jeśli chodzi o jazdę i bogaty o wrażenia - bo celem była Łękawica odwiedziny w rodzinnych stronach Adama. Okazało się, że choć krótszy - to nie mniej górzysty! Ale podjazd pod każdą górę gwarantuje widoki na górze - więc jak tu się nie uśmiechać przez łzy? :) Po wdrapaniu się do wioseczki Pleśna mieliśmy niemal panor...