Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

70.000 kroków

Kwintesencja szczęścia - robisz coś, co sprawia Ci frajdę, jest częścią czegoś większego, co ma swój głęboki sens i może się komuś przydać. Takie były te dwa dni, które spędziłam spacerując brzegiem Bałtyku. Dołączyłam do akcji "Plaże dla wszystkich" i moje zadanie było proste - przejdź się plażą, zwracaj uwagę na wejścia w Karwii, Jastrzębiej Górze, Władysławowie, Chałupach i Kuźnicy, wypełnij listę kontrolną i przekaż zebrane dane. Staną się częścią raportu o dostępności na polskim wybrzeżu - o tym, czy osoby poruszające się na wózkach mogą wypoczywać bezpośrednio na plaży, czy osoby niewidome/niedowidzące zorientują się w terenie dzięki wyrazistym, kontrastowym oznaczeniom na chodniku, czy wejście/wjazd na plażę jest bezpieczny, również dla seniorów i rodzin z wózkami.


Zaskoczeń podczas tego audytu było parę:
- w malutkiej Karwii dzieje się więcej pod kątem dostępności niż w Jastrzębiej Górze. Jest np. schludna toaleta i masa miejsc parkingowych z niebieską kopertą. Podczas gdy w Jastrzębiej do morza bezpiecznie zejść się wcale nie da … chyba, że jest się kamikadze. Wtedy można by wskoczyć na betonową zjeżdżalnię i sturlać się z klifu prosto na plażę.
- w Chałupach można usiąść na ławeczce skierowanej twarzą do morza. Po drodze co prawda może zmiażdżyć Cię szlaban kolejowy, więc uwaga! Zamyka się bezszelestnie, pewnie wywalczyli to okoliczni mieszkańcy, bo pociągi Helem jeżdżą naprawdę często. Jak tę przeszkodę pokonasz… no i jeszcze jeśli dasz radę podjechać pod górkę (łagodną, ale długą, bez wypłaszczeń), to morze przywita Cię z otwartymi ramionami.
- a w Kuźnicy …. werble… jest dostępny wózek do kąpieli morskich!

Ale największym zaskoczeniem było Władysławowo. Tak - dyskotekowe Władysławowo. Dzięki zwykłej kładce - umieszczonej z rozmysłem na plaży, łączącej w jeden spójny ciąg komunikacyjny wejścia od 1 do 9 - powstało niezwykłe miejsce. Miejsce, w którym naprawdę poczułam, że jest dla wszystkich - ani ekskluzywne, ani alternatywne. Po prostu - miejsce, do którego dostaniesz się na piechotę, na wózku, o kulach, z walizką na kółkach, z całą rodzinką, z psem, na rowerze. Patrzyłam na tłumy na plaży i wcale mi nie przeszkadzały. Ten tłum to raczej przykład na to, co się dzieje, kiedy miejsce jest bez barier, otwarte. Lgniemy do morza - wszyscy. Zresztą, ci co już znaleźli swoje miejsce na piasku, otulają się parawanami, więc to, co widzisz dookoła to jedynie feria barw i wzorów, w której człowiek jest tylko dodatkiem. Prawie można sobie wyobrazić, że jesteś tylko ty, kolorowy labirynt i morze.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chwila w Belgradzie

Odbicie w lustrze dworcowej łazienki, 2 minuty później byliśmy już w pociągu. Nie poznaliśmy Belgradu. Może w drodze powrotnej. Widzieliśmy tylko, że jest położony nad piękną rzeką, czyli musi to być fajne miasto. Nie poznaliśmy Belgradu, ale spędziliśmy 2 godziny w okolicy dworca. Wieczorem kręciło się na nim dużo osób, wiele z kocami i śpiworami, tobołkami i torbami. Na twarzach troska przeplata się z uśmiechami. Niektóre osoby się snują, inne dynamicznym i pewnym krokiem przechodzą obok nas. Uchodźcy, emigranci, podróżnicy, ludzie w drodze. Nie poznaliśmy Belgradu, ale zaznaliśmy uprzejmości ludzi. Po dwóch dniach w autobusie i pociągu chciałam wypić herbatę. Nie mieliśmy dinarów, euro tylko w bilonie lub w większych nominałach. Kartą ze względu na awarię netu nie mogliśmy za nic zapłacić. W restauracjach dookoła dworca było tak nakopcone papierosami, że nie mogliśmy przełamać się i na ciepłą herbatę usiąść właśnie tam. Siedzimy więc na dworze przy peronach, przy stoliku w kawiarni,...

Miasto małp

Gdy przyjechaliśmy do Shimli, przywitał nas deszcz. Nie był jednak tak intensywny jak ulewa i burza, która pożegnała nas poprzedniego wieczora w Dharamshali. Znaleźliśmy się wtedy w samym środku zamieszania. Czekaliśmy na dworcu, pioruny uderzały w różnych miejscach doliny, aż w końcu zgasł prąd i wszystko spowiła ciemność rozświetlana przez nieregularne błyskawice. W Shimli o poranku słychać było tylko odległe pomruki, deszcz też nie był taki uciążliwy. Miałam szczerą nadzieję, że już tak pozostanie, ponieważ tutaj chcieliśmy przede wszystkim się zregenerować (...wciąż po Triundzie czuliśmy zakwasy, niewiarygodne). I do tego celu ta miejscówa nadawała się świetnie (nie wiem, czy do czegoś innego również mogłaby się nadać). Deptak Shimli ciągnie się przez parę kilometrów górskim grzbietem. Wyłączono tam ruch samochodowy i jest to najprzyjemniejsza właściwość tej miejscowości. Można spacerować tam i z powrotem, słuchać odgłosów rozmów ludzi a nie klaksonów, odwiedzać oldsc...

Day 15 - Ojcowski PN - Krzeszowice "Zajechani"

Startujemy niespiesznie… choć gdybyśmy wiedzieli, jaki ukrop czeka nas na trasie, pewnie zwinęlibyśmy się szybciej. Przestaliśmy już tak maniakalnie sprawdzać pogodę, gdy okazało się, że największe deszcze już nas nie dotyczą. Wyjeżdżamy z pola o 11 - ale jeszcze na dole przystanek na ciasto z cukinii… i robi się 12. Jak tak wcinamy ciacho i popijamy lemoniadą już czujemy, że dziś będzie hardcore… zaczynamy upraszczać trasę.   Początkowo mieliśmy z Ojcowa wyjechać serpentynką w górę, by potem zjechać triumfalnie w dół - ale jednak wybieramy łagodniejszy podjazd (choć i tak męczący). Mijamy miejscowość Biały Kościół - w której rzeczywiście stał biały kościół i dalej zsuwamy się w dół, trafiając do Doliny Kluczywody.  Tam znów czeka nas decyzja - asfalcik, czy trasą rowerową wzdłuż strumyka? Wybieramy to drugie, by znaleźć się w lesie i początkowo rzeczywiście jest bajecznie… ale chwilę potem okazuje się, że lądujemy w wąwozie, szlak rowerowy prowadzi stromo pod górę, po korze...