Jakoś te wielkanocne paszteciki i sałatki trzeba spożytkować, hm? Udajemy się więc na "półdniówkę" - krótki wypad do Falenicy i z powrotem. Niebieski szlak wprowadzony do komoota - check. Trasa zgrana na wahoo - check. Herba w termosie - check. więc gnamy na SKMkę i niedługo potem wjeżdżamy w Falenickie uliczki i prosto do lasu.
Ten szlak jest przedziwnie wyznaczony :) bardziej w charakterze MTB... więc: albo ścieżki w zasadzie nie ma, tylko co jakieś 100m drzewa oznaczone błękitną ikonką. albo wąziutka ścieżyna, pod górę, po korzeniach... lub po piachu :) W każdym razie jest różnorodnie. Czasami chciwe gałęzie ściągają ci czapkę z głowy, czasami wyrywają mocowania bagażnika. Nudzić się nie da.
Przejeżdżamy obok torfowisk, bagiennych jeziorek i wyobrażam sobie, że to byłaby super opcja zobaczyć wszystkie nasze przejechane trasy przez MPK na jednej wspólnej mapie. Chciałabym sprawdzić, czy rzeczywiście już kojarzę pewne drzewa, pewne dziury w ziemi i podjazdy - czy to tylko ułuda i po prostu to są podobne miejsca, w których mnie wcześniej nie było.
Za highlight wycieczki należy uznać Czarny Staw. Takie miejsce, do którego z zaskoczeniem stwierdzasz prowadzą wszystkie ścieżki. Takie miejsce, które myślisz sobie... skąd tu nagle tyle ludzi? ...co ich tu sprowadziło? ...a jednak są... czemu? Takie miejsce, które budzi emocje. Miejsce, co do którego osoby mają swoje opinie i nie zawahają się nimi podzielić w internecie. ... o czym dowiedziałam się oczywiście po powrocie do domu, gdy chciałam po prostu znaleźć nazwę tego miejsca.
No więc Czarny Staw - został ostatnio odnowiony - czy to na rzecz odtworzenia bioróżnorodności? czy jako "kolejna bezcelowa inwestycja przejadająca dotacje unijne"? Wcześniej regularnie wysychało, a gdy było wyschnięte, cieszyło się popularnością wśród quadowców... którzy w efekcie rozjechali jeziorko. Ale może to jedna z wersji tej historii? Może rzeczywiście odnowienie tej przestrzeni było bezsensowne, bo staw miał zdolność regenerowania się samodzielnie, były suche lata, były mokre lata - i środki unijne miały tu nic do tego. Eh, nie uradzisz. Obecnie miejsce ma jakiś magnes - skupia ludzi - nawet jeśli wydaje się po prostu oczkiem wodnym, których w MPK pełno.
Wyjazd chcieliśmy triumfalnie skończyć w Uniqalnej... ale przecież święta... zamknięte. Więc tylko pobujaliśmy się i pomknęliśmy do domu... bo już zdążyliśmy zgłodnieć. Na szczęście - paszteciki i sałatki czekały na nas grzecznie i cierpliwie w lodówce :)

Komentarze
Prześlij komentarz