Miało padać, ale prognoza się zmieniła.
Mieliśmy mieć inne plany, ale okazało się, że jednak na zoomie nikt na nas nie czeka.
No więc - ubieramy się i wychodzimy, jeszcze bez planu, na pociąg, z założeniem, że jakoś w drodze objawi się nam cel naszej krótkiej wycieczki.
Gdzie jedziemy? Pierwszym pociągiem, co zabierze nas na wschód od Warszawy... wypadło - że do Otwocka :) a dalej? krótki research na komoocie - i wychodzi, że udamy się nad Jezioro Torfy, okrężnym szlakiem prowadzącym wokół Otwocka, zahaczając jeszcze po drodze o Park Miejski.
Pierwsze zaskoczenie - w Otwocku jest pałac! Obecnie funkcjonuje tam liceum... a post factum dowiaduję się, że pierwotnie budynek miał być kasynem! Dookoła przyjemny, świeżo zrewitalizowany Park Miejski - atlasy, pergole, alejki, skatepark. Fajna miejscówa na kawusię... ale my dopiero zaczynamy wycieczkę - wiec rundka honorowa i już nas nie ma.
Drugie zaskoczenie - że w lesie jeszcze jest bardzo szaro-buro. Czasami zazieleni się ściółka z mchu - ale po za tym, to jeszcze ponuro... i zaskakująco mało rowerzystów spotykaliśmy na szlaku na początku. Potem to się zmieniło - ale pierwsze kilometry to tylko my i szary las.
Trzecie zaskoczenie - zdobyliśmy przez przypadek mały szczyt: Łysą Górę :) niewielkie wzniesienie o dumnej nazwie :) i właśnie wtedy Adam podał najbardziej szokującą informację tego dnia - jest 20 stopni! Czas na małe przebieranko, zrzucam wierzchnie warstwy, niczym liniejacy piesek po zimie i jedziemy dalej.
Czwarte zaskoczenie - główny punkt programu - werble - Jezioro Torfy. Patrząc na mapę myślałam, że dojedziemy do kolejnego "jeziorka", które wyschło i przywita nas po prostu dziura w ziemi, z pomościkiem.
A jednak nie - przywitało nas niebieskie jezioro, z drobnymi falami od wiatru. I przywitały nas dwa łabędzie. Wielka niespodzianka - rano tego dnia nie myślałam, że będę mieć przyjemność wygrzewania się na drewnianym pomoście, w ciepłych promieniach słońca. Lekcja? Zawsze kiedy masz ku temu okazję - wsiadaj na rower :) a się zaskoczysz.
Piąte zaskoczenie - od jeziorka, z powrotem do Otwocka, prowadziła nas przeurocza, miękka, ubita ścieżka przez las. Tego typu ścieżki lubię najbardziej - nie te proste szutry, przecinające las jak tort, w prostokątne kawałki - ale takie wyginające się, wąskie ścieżki, pomiędzy sosnami :)
Ot - warto było. Mała przejażdżka, a tyle radości.




Komentarze
Prześlij komentarz