Przejdź do głównej zawartości

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

Day 0,5 - krótki wypad nad Zegrze

Normalnie o tej porze bylibyśmy gdzieś w krótkiej trasie. Rok temu - 270km Green Velo na Suwalszczyźnie i Warmii, teraz mieliśmy kontynuować w dół… lecz koronawirus zweryfikował nasze plany. #jaksieniemacosielubi


Wyskoczyliśmy na pół dnia nad Zegrze. Parę zaskoczeń po drodze:
  • z Ronda Żaba prowadzi prooościutka droga (z jednym zawijasem) do początku Kanału Żerańskiego
  • nigdy wcześniej na tej trasie wzdłuż kanału nie spotkałam tyle osób! aż trudno było się mijać na wąskiej jednośladowej ścieżce. Pierwszy sygnał, że nasz pomysł krótkiego wypadu nad wodę podczas tej słonecznej, majowej niedzieli wcale nie był oryginalny. Pewnie gdyby wyjechać w trasę z samego rana, to by tego nie było - ale my wybraliśmy długie śniadanie i chillout na balkonie przed wyruszeniem na rower po obiedzie (w ten sposób na ścieżynce spotykali się ci co JUŻ wracali znad wody i ci co JESZCZE chcieli się nią nacieszyć)

  • miejsce, które rok temu było w rozkopach teraz zamieniło się w piękną prostą i gładziutką asfaltową strzałę. asfalt prowadzący już bez przerwy nad Zalew zaczyna się tuż przy tym charakterystycznym miejscu. wrażenie jakby dobry design przestrzeni miejskiej był zasobem ograniczonym - jak coś się uda bardziej, to coś się udać musi mniej. 


  • nad samym Zalewem ludzi w brud - oto drugi, koronny (sic!) dowód na to, że nasz pomysł do oryginalnych nie należał. Lekko szokująca była proporcja osób noszących maseczki i tych bez maseczek: na oko 1:1… ale - woda szumi, niebo jest niebieskie, miejsce na trawie wokół którego w promieniu 2m nie był nikogo też się znalazło, więc jesteśmy szczęśliwi.


  • znad Zalewu do Legionowa pojechaliśmy całkiem spoko, wcześniej nieznaną trasą. Szczególnie pierwsza część prowadząca do Wieliszewa prowadzi fajną ścieżką (z czerwonej kostki - ale motyw przewodni #jaksieniema…) położoną poniżej poziomu drogi, co sprawia wrażenie, że jest zatopiona w lesie i zieleni. 
  • trasę zwieńcza długi mural ciągnący się wzdłuż jakiegoś terenu wojskowego. jak chcesz zrobić sobie powtórkę z „ważnych dat w historii Polski” to możesz pójść tam na spacer. coraz ciekawiej się robi, im bardziej zbliżamy się do „dat współczesnych” - na ścianie znalazło się miejsce dla kibiców Legii, potyczek w Iraku i Afganistanie oraz dla ogólnie nakreślonej CYBER wojny… na więcej nie starczyło muru. 

p.s. Następnym razem wybierzemy inną opcję - rowery do KM i wysiadka w pobliżu Zalewu, by bardziej poeksplorować jego północne brzegi. jest plan!


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Opłotkami Kampinosu: Sochaczew --> Nowy Dwór Mazowiecki

Osobiście zachwyciły mnie: Sochaczew - okolice Zamku, z promenadą i miło usytuowaną kawiarnią nad Bzurą Bzura i ścieżka wijąca się prawym brzegiem rzeki …i w zasadzie cała trasa od Sochczewa do Śladowa - rozmaite nawierzchnie - od asfaltu, po fajne miękkie leśne podłoże, ścieżkę prowadzącą wałem i porządne szuterki Asfalt wijący się wzdłuż kampinoskiego szlaku rowerowego (który daje ulgę od „mazowieckich piasków") ...i Rezerwat Rybitew! Najbardziej klimatyczne i dzikie, pozostawione sobie, miejsce na trasie. …plus maki i chabry! Jak się przygotować (z dedykacją dla Zioła :D): 1 - Uważność na to, by wyłapać dobry moment na wypad rowerowy. śledzenie pogody i sprawdzanie, jak to się ma do obłożenia pracą. Jeśli można wziąć dzień wolnego i słońce ma świecić - to jedziemy! 2 - Pomysł na trasę. Po czym poznać, że dobry? Gdy skanując np. mapę wzrokiem, coś w środku kliknie i poczujesz nagły wzrost zainteresowania i motywacji :) Korzystanie z kolei, by przetransportować się z miejsca A do...

Biebrzański Park Narodowy - po raz drugi

Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...

#5 Smakowitości w Zjadliwości

Ostatni dzień pod hasłem jedzenia - którego najpierw nie było, a potem było go aż nadto.  Startujemy znad Zalewu bez śniadania, licząc że w pierwszej większej miejscowości coś znajdziemy. Oops - niedziela, przed południem.  Pedałujemy dalej licząc, że w Tomaszowie Mazowieckim będzie na dworcu jakaś Biedra lub fryteczki. Oops - tylko sklepik z lodami.  Pierwszy ciepły posiłek jemy więc dopiero w Łodzi, na Piotrkowskiej, w przybytku smakowitości, w świetnej restauracji z kuchnią roślinną - Zjadliwości . Dal z kalafiorem. Sałatka z kwiatami jadalnymi, edamame i szparagami. Sernik w wersji wegańskiej z ziaren słonecznika. Kawa. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.  Kończymy wyjazd po królewsku - wracamy do Wawy "Sprinterem" - który w godzinę (!) dowozi nas i nasze rumaki na Warszawę Główną. Z perełek, które tego dnia odwiedziliśmy, warto zapamiętać Niebieskie Źródła w Tomaszowie. Podwodne źródełko, które wygląda jak błotniste wulkany, wybuchające turkusowym piaskiem. Miejsce...