Eh… ja i moje ambitne plany. Założyłam sobie, że wstanę wcześnie rano, by podziwiać ptaki rozgadane, latające nad bagnem, które tonąć będzie w promieniach ciepłego słońca. Taaa… może następnym razem. Wstać rzeczywiście wstałam i wyjechałam o 6:15… ale tabunów ptaków nie uświadczyłam. Pewnie tak jak i większość normalnych istot, ptaki również nie są fankami deszczowej, zimnej pogody. Teraz to wiem. Gdy jest góra 4 stopnie i mży - wtedy się śpi. Ale nie ja! Na wieży widokowej dziarsko wyciągnęłam kieszonkową lornetkę, rzutem na taśmę nabytą w piątek wieczorem przed wyjazdem… wyjęłam i nic :) może gdzieś tam jakiś bociek, może gdzieś tam coś tam jeszcze przeleciało… ale definitywnie obserwacje ptaków uprawiałam w sposób wielce nieprofesjonalny. Schodząc z wieży spotkałam trójkę osób, wyposażonych w potężne lunety. Zapytałam ich co robię nie tak, że nie mogę trafić na ptaki - przecież jest dobra pora roku i dnia i nawet mam mikro lornetkę… Jeden z nich odpowiedział, że … w tym miejscu, to ...
Warsztaty ugandyjskie już dawno za nami, jednak w świetlicach współpracujących z Nadarzyńskim Ośrodkiem Kultury, plansze edukacyjne przedstawiające różnorodne oblicza Ugandy wciąż są w użyciu.
Poniżej prezentujemy zdjęcia z Młochowa nadesłane przez Danutę Strzelczyk-Żytę, Piotra Niedzałkowskiego i Kasię Akram. Dzieciaki tworzyły mega-kolaż przedstawiający m.in. szkoły, pola i rękodzieło Ugandy i Polski. W ten sposób odległy (na mapie) kraj, stał się bliski (sercu i wyobraźni). Dziękuję!
Komentarze
Prześlij komentarz